Search

WÖRLITZ, WITTENBERGA, BEELITZ



W sobotni poranek pojechałam z BP www.wondertours.pl do naszych zachodnich sąsiadów, aby zwiedzić interesujące, ale mało znane zabytki przeszłości.


Najpierw zawitaliśmy do Wörlitz, do parku z pałacem w stylu klasycystycznym i licznymi obiektami małej architektury. Powstał on w drugiej połowie XVIII wieku na polecenie księcia Anhalt-Dessau Leopolda III, jako pierwszy klasycystyczny budynek nie tylko w Niemczech, ale i w Europie. Praktycznie od początku park dostępny był dla wszystkich, a nie wyłącznie dla arystokracji - fakt bezprecedensowy w ówczesnych Niemczech świadczący o oświeceniowych poglądach władcy księstwa Anhalt-Dessau.


Klasycystyczny pałac w Wörlitz

Poszczególne ogrody są połączone licznymi alejkami, drogami na groblach i poprzecinane osiami widokowymi.


Park w Wörlitz


Chodziliśmy alejkami parkowymi i podziwialiśmy kunszt ogrodnictwa tamtych czasów. Naszą uwagę zwróciła liczna rodzina łabędzi, która bez strachu znosiła naszą obecność.



Rodzina łąbędzi


Oprócz pałacu godnym zobaczenia był Dom Gotycki, wybudowany w 1774, który zapoczątkował modę na architekturę neogotycką w Europie.



Dom gotycki


Niewątpliwie dużą osobliwością w Wörlitz jest jedyny w Europie sztuczny wulkan skonstruowany na wzór Wezuwiusza, który książę Leopold kazał wybudować w swoich ogrodach. Wulkan na specjalne okazje zieje ogniem. Ostatnia "erupcja" miała miejsce w 2005 r.


Sztuczny wulkan


Z Wörlitz pojechaliśmy do Wittenbergii, starego miasteczka położonego w landzie Anhalt-Dessau. Pierwotnie osada słowiańska, która później uległa germanizacji. Nazwa miasta pochodzi od grafa Thiedricha von Wittburc, właściciela grodu. Największy rozkwit Wittenberga przeżyła na przełomie XV i XVI w, gdy w mieście wybudowano nowy most na Łabie, a w 1490 rozpoczęto budowę nowej rezydencji książęcej, kościoła Wszystkich Świętych oraz umocnień obronnych.

Założono też uniwersytet, który doprowadził do duchowego i gospodarczego rozkwitu miasta, przyciągając duchownych, uczonych i artystów.

Jednak Wittenberga słynie przede wszystkim z działalności Marcina Lutra, mnicha augustiańskiego i teologa. Jak wiemy, dnia 31 października 1517 roku Marcin Luter przybił na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze 95 tez, które przyczyniły się do odłamu w katolicyzmie i powstaniu nowego wyznania, czyli protestantyzmu. Zapoczątkowana przez Marcina Lutra reformacja rozprzestrzeniła się najpierw na terenie Rzeszy Niemieckiej, a później na całym świecie.


Kościół w Wittenberdze


Jako ciekawostkę można powiedzieć, że popierał on karanie śmiercią heretyków oraz czarownic, co niestety, wykorzystywano później nagminnie w procesach o czary. Marcin Luter zmarł w swym rodzinnym mieście, Eisleben.


Oczywiście, widzieliśmy słynne drzwi, do których Marcin Luter przybił swe 95 tezy, byliśmy też na wittenberdzkim rynku, mało zmienionym od XVI w oraz domu, w którym mieszkał, w czasie swego pobytu w mieście. Mieliśmy też możliwość oglądać gotycki kościół NMP z obrazami Cranachów – najsłynniejszych malarzy z Wittenbergi.


Popołudniem dojechaliśmy do opuszczonego kompleksu leczniczego Beelitz – Heilstätten. Ciężko opisać w paru zdaniach historię lecznicy. Mogę tylko powiedzieć, że był to najnowocześniejszy szpital leczący gruźlicę w Europie, mający wysokie wyniki w uzdrawianiu pacjentów. Działał od 1898 do 1945 r, kiedy to obiekt przejęła Armia Czerwona, ale nadal on służył jako szpital. Rosjanie opuścili kompleks w 1994. Został on przejęty przez firmy prywatne, które nie były w stanie go utrzymać. Szpital więc został ponownie porzucony a następnie zdewastowany przez "nieznanych sprawców".



Jeden z budynków szpitalnych


Powszechnie wiadomo, że pacjentami lecznicy byli Adolf Hitler i Erich Honecker, ale mało kto wie, że w obiekcie w latach 1989-1991 grasował seryjny morderca, Wolfgang Schmidt, który zabił 5 kobiet i jedno dziecko, zanim został aresztowany. Niestety, to nie była jedyna ofiara szpitalnych murów, bo później, w 2008 r, zamordowano tam jeszcze modelkę, zwabioną w ruiny przez swego fotografa. Brr, nie chciałabym się znaleźć tam sama w nocy...



Punkt widokowy w Beelitz

Opuszczony szpital nie był ostatnią atrakcją Beelitz. Weszliśmy jeszcze na ścieżkę poprowadzoną wysoko wśród koron drzew. Na górę jest możliwość wjechać windą, co też zrobiliśmy. Na wysokości 36 metrów, wiją się w koronach drzew ponad 300 metrów tarasów widokowych, z których doskonale są widoczne fragmenty kompleksu szpitalnego. Oprócz tego, przy dobrej pogodzie można zobaczyć lasy Brandenburgii, ciągnące się aż po Berlin. Po tych niemałych wrażeniach, wróciliśmy zadowoleni do Szczecina

Autor tekstu: Danuta Krochmalska

Autor zdjęć: Danuta Krochmalska

208 views0 comments

Recent Posts

See All