Search

ULTRAMARATON UWAGI

Updated: Jul 2







Ostatni czas był dla Nas bardzo stresujący. Normą stał się wielogodzinny wymiar pracy i nieustanne skupianie się nad tym, żeby nadgonić to co zabrał firmie Covid-19. Właściwie co wciąż zabiera. Setki telefonów dziennie i chroniczny stres z manią dogrywania wszystkiego, żeby całość grała w przedsiębiorstwie jak najlepiej, to również Nasza codzienność. Wciąż wierzymy, że ciężki wysiłek dla Was jest wart poświęceń, a kryzys można dzięki temu zażegnać. Gdy do tego wszystkiego dochodzą jednak irytujące działania konkurencji, staje się to momentami uciążliwe.

Jest pewna firma, która nieustannie śledzi nasze działania i kopiuje nasze programy. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to że jej właściciel prosi Naszych klientów o to by z Nami nie jeździli, oraz by podstępnie pytali o nasze programy, żeby wykorzystać je u siebie. Dobrze świadczy to o naszych produktach, ale to zagranie średnio etyczne. Mimo wszystko znamy dobrze branże turystyczną i jest to wbrew pozorom bardzo często pojawiające się zachowanie u wielu podmiotów gospodarczych. Irytacja po pewnym czasie przechodzi w akceptację. Trudno winić kogoś za brak kreatywności, kiedy ktoś kreatywność postrzega jako zabójcę czasu. Wiadomo powszechnie, że czas to pieniądz, więc można również odnieść wrażenie, że zbyt długie myślenie i tworzenie czegoś twórczego, jest trudniejsze niż postawienie siebie w roli odtwórcy. Zasługi i pomysły zawsze można sobie potem wzajemnie przypisywać, lub odbierać, prawda? Historia zna takie przypadki. Wystarczy powołać się na kontakty Edisona, Tesli, Markoniego, czy Westinghousa. Relacje między tymi Panami z pewnością bywały mocno elektryczne, więc ich przytoczenie wydaje się być zasadne.

Kontynuując wątek, chcemy nadmienić iż jest jeszcze inny właściciel konkurencyjnej firmy, który wystawił Nam w internecie jakiś czas temu opinie, choć z Nami nic do czynienia nie miał. Zrobił to, prawdopodobnie żeby oczernić Nas w jakiś sposób i skierować ruch do siebie. To jednak spekulacja i nie można jej potraktować za pewnik, bo mogłoby to zabrzmieć obraźliwie i spowodować konwersję roli. Może po prostu ten Pan właściciel dał upust swojemu ciśnieniu i ogromnemu stresowi, który de facto towarzyszy niejednemu właścicielowi Biura Podróży. Tu wykazać można się dozą empatii, bo bodźce w tej branży bywają niezwykle silne i sami je na sobie odczuwamy. Dla dobra relacji społecznych, jednak ciśnienie zamiast w barach przekazywać, w barach może warto redukować? Brzmi to trochę jak złota rada, niby grosza nie warta, którą zapewne większość z Was potraktować by mogła jako pusty frazes i złośliwy truizm, ale coś w nie jest. Sytuacja ta jednak skończyła się w porządku. Ktoś Nas oczernił, My się wybieliliśmy a komentarze znikają, tak samo jak jakieś urazy.

Przytoczenie kolejnego przykładu może mieć już wydźwięk wylewania żalu przez autora artykułu. Jeśli ktoś takie odniesie wrażenie, to muszę mu powiedzieć.... Rzeczywiście tak jest! Psycholodzy twierdzą zgodnie, że jeśli jest się w stanie właściwie nazywać swoje emocje, wtedy zdecydowanie łatwiej je kontrolować i w sposób świadomy radzić sobie z Nimi. Potraktujcie więc ten artykuł jako wylewanie żalu, autoterapię autora, lub dla lepszego gustu i smaku jako opis jego doświadczeń i przemyśleń. Na koniec zostawię Was z refleksją.

W tym momencie jednak wzbogacając czasoprzestrzeń dodamy właściciela innej konkurencyjnej firmy komentującej nasze działania na FB. Wspomniana osoba w branży uchodzi za taką, która wyświęcić by mogła nawet księdza, ale wolałaby jednak zdecydowanie bardziej uświęcić swoją drogę do jego tacy. Słyszeliśmy mnóstwo kompromitujących rzeczy na jej temat, z których można byłoby stworzyć telenowelę, ale z uwagi na szacunek i poszanowanie zasad uczciwej konkurencji ten element sobie darujemy. Ona z pewnością wiele słyszała o Nas i mogłaby również sporo metafor pasujących do Nas znaleźć. Z takimi osobami trzeba postępować ostrożnie, bo z zasad piłki nożnej, najbliżej znany jest im faul. Przepraszam jeśli urażam uczucia. To tylko moja opinia.

W każdym razie wyżej wspomniana osoba zaprosiła Nas kiedyś do grona swoich znajomych, a następnie pytała o liczne rady przy otwieraniu Biura. Pytała również o wskazówki i stosunek do aktywności społecznych. Szybko weszła w kręgi grupy wspierającej turystykę w czasach COVID-19, a tam Nasze działania i trudy fałszywie podbijała zachwycając się Nimi. Słyszeliśmy na temat jej liczne przestrogi, ale puszczaliśmy to mimochodem. Jak ktoś kogoś za bardzo lubi, to jest to z definicji podejrzane. Miłość polityczna zaślepia. Świat się tym razem nie pomylił i Pani „Brutuska”, (na potrzeby artykułu nazwana tak zgrabnym leśmianizmem) wbiła Nam nóż w plecy. Przy drobnej merytorycznej pomyłce dotyczącej publikacji zdjęcia zaczęła poddawać w wątpliwość wiarygodność naszej firmy, nasz sposób jej prowadzenia i szacunek do klienta. Halo? Wstawiliśmy tylko błędnie zdjęcie? Pracujemy po 16 godzin dziennie. Takie rzeczy się mogą zdarzyć. Nie można było wybrać sobie lepszego momentu do "zdrady"? Sprawa i nasze relacje po tej sytuacji obróciły się szybciej niż drzwi w galerii handlowej. Jako, że z reakcją po tym co się stało nie chcę utożsamiać nikogo więcej niż siebie, w dalszej części będę pisał w 1 os. Otóż...

Wyobrażacie sobie taką hipotetyczną sytuację, w której Cezar odwrócił się od Brutusa, a najbardziej charakterystyczny zdrajca w dziejach historii próbuje zajść go od tyłu i zabić nożem, ale nie trafia go na tyle mocno by zrobić mu krzywdę, tylko zadrapać plecy? Przyjmijmy też, że nie ma tam innych osób do pomocy w tym występku. Wyobrażacie sobie jak mógłby poczuć się wtedy Cezar? Ja się właśnie tak poczułem. Mimo, że pewnie moja reakcja w oczach „Brutuski” może wyglądać inaczej niż „Brutus, co Ty do cholery odp.....?”, to mniej więcej tak to wyglądało. Doszła jeszcze do tego wiązanka cmentarna, której lepiej nie przytaczać i tak „ofiara stała się katem”. Swoją drogą ciekawe skąd się wzięło to powiedzenie. Czy ktoś komu miała być ścięta głowa, kiedyś tak zmanipulował lekko tępawego kata, że ten zamiast zabić, oddał swoje życie? Mniejsza o to. Na błyskotliwość bierzmy tu poprawkę. Za słowa złości z pewnością należą się przeprosiny, a za zdradę to nie wiem. Łatwo uznać to za duże słowo, więc nie chce zostawiać tu ładunku emocjonalnego. Jeszcze wyjdę na zamachowca jak wybuchnie. Najlepiej wrócić tu wymijająco do jakiegoś eufemizmu. Może do tego, że dla dobra relacji społecznych, jednak ciśnienie zamiast w barach przekazywać, w barach może warto redukować?

Eh. Te konkury. Żeby nie było za nudno na koniec tego przytoczę jeszcze dwie ostatnie firmy ze Szczecina, które widząc że rośniemy w siłę, zaproponowały Nam sprzedaż agencyjną swoich usług, które Nas w ogóle nie interesują. Fajnie. Tym firmom jednak podziękowaliśmy i nic do nich nie mamy, bo naszym zdaniem są w porządku. Konkurujemy z Nimi na zdrowych zasadach, ale nie jest Nam z pewnością po drodze we wspólnym wyścigu o uwagę klienta. Duma nakazała Nam podpowiedzieć, że ich usługami nie jesteśmy zainteresowani, ale jakby Oni byli naszymi to zapraszamy. Sytuacja skończyła się miło. Każdy nastroszył pióra, dowartościował swoje ego i tyle. W kosmosie się wszystko zgadza, jak w portfelu Elona Muska.

Kontynuując nowy wątek Biur Podróży....


Ostatnio jest wszystkim bardzo ciężko, ale z pewnością nikt nie zamierza zwalniać. W naszej podróży o uwagę klienta nasz Ultramaraton na rynku szczecińskim dopiero się zaczął. Do mety jeszcze daleko, a kryzys właśnie daje o sobie znać. Wyzwaniem jest pokonanie go we właściwy sposób.

Dla mnie glukozą do przełamania słabszych momentów jest kolejna wycieczka, w której biorę udział. Działa ona na mnie jak owsianka z niebieskiej kukurydzy na biegacza.

Czytając zbiór wielkich dzieł największych polskich poetów XX-wieku, coraz bardziej zdaje sobie sobie sprawę jako przedsiębiorca-pasjonat, że chcę aby Nasza działalność kojarzyła się z „poezją turystyczną” nie zaś tylko żarliwą walką o zyski. Zbudowaliśmy działalność z pasji i tak chcemy dalej ją budować. Determinacja i miłość do podróży, każe się rozwijać, marzyć i pokazywać Wam cuda tego świata. Zarówno te bliższe, jak i dalsze. Ta ideologia jest bardzo prosta, a zarazem bardzo trudna. Na takiej kanwie budować chcę jakość. Nie można tego z pewnością zrobić udowadniając komuś swoją materialną wartość. Pieniądze są ważne, ale nie są one celem samym w sobie. Trudno być szczęśliwym jeśli się o tym zapomina. Wiem doskonale, że jest Mi co wytykać, jak każdemu z konkurentów i że jest również sporo rzeczy które mogę poprawić, a także wiem to że mam wiele do nauki i wyciągnięcia wniosków z różnych działań. Człowiek, który uważa się za idealnego, jest szablonowym potwierdzeniem tego, że taki jednak nie jest.

Dziś wracam do biegu o Waszą uwagę jak każdy właściciel Biura Podróży na szczecińskim rynku. Mimo, że wzajemnie się nie lubimy, to jednak biegniemy w tą samą stronę. W stronę Waszej uwagi. W stronę spełniania Waszych marzeń. Kiedy mówicie do mnie: Zazdroszczę Ci takiego życia, ja myślę sobie że powinniście współczuć stresu, bo to Wy na wyjazdach macie być szczęśliwi, a My na to pracować.

Z poważaniem –D.G

www.wondertours.pl

297 views3 comments

Recent Posts

See All